Psychologia – współczesny pantenon?

On 12 października 2014 by znakpustyni

ParthenonOd dawna dzieliłam się na tym blogu swoją prywatną opinia, że psychologia jest zamiennikiem religii – jej świecką odmianą. Jak się okazuje, bynajmniej nie byłam w tym przekonaniu odosobniona, wielu innych krytyków nauk społecznych powiela mój pogląd.

A , jak się okazuje, William Epstein, w 2006 r. wydał książkę” Psychoterapy as a religion”, w której zawarł nie tyle swoje intuicje, co raczej „wynik swoich analiz i wieloletnich badań naukowych, które pokazują. że kontakt  z psychologiem zaspokaja potrzeby, które kiedyś zaspokajał konfesjonał i inne obrzędy religijne. Te rytuały odbywają się dziś w zaciszu gabinetów psychoterapeutycznych.  Daliśmy się przekonać, że psychoterapia leczy odwieczne dylematy człowieka: jak żyć, jaki jest sens życia, odkąd zmierzamy” (T. Witkowski, Życie to nie choroba, Wysokie Obcasy 04.2014, s. 89.

Ten autor nie jest jednak jedyny, zacytuję kilka innych pozycji, chociażby

Paul C. Vitz, Psychology as Religion.The Cult of Self- Worship; 

Czy można więc zaryzykować tezę, że każdy, kto korzysta z usług psychoterapeuty, popełnił grzech bałwochwalstwa, grzech bardzo piętnowany przez Stary Testament, grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu: Nie będziesz miał obcych bogów przede mną?

Czy można zaryzykować takie stwierdzenie, że powinniśmy bić się w nasze kościelne piersi i uczyć  w dekalogu współczesnej wersji Pierwszego przykazania? Nie będziesz miał Freuda przede mną. Nie będziesz miał Junga przede mną. nie będziesz miał terapii Gestalt przede mną. Nie będziesz miał scjentologii przede mną…. Nie będziesz miał terapii ustawień rodzinnych i Berta Hellingera przede mną.

Czy zdarzyło się 00000000000000000000000000000000000000000000jakiemuś chrześcijaninowi spowiadać z tego, że był u psychologa? A może już czas najwyższy ?

Czy od nas, chrześcijan, nie powinno wymagać się czegoś więcej,  (wszak różnimy się tym od pozostałych, że mamy wielki skarb: Objawienie Boga, pełnię mądrości), jak długo jeszcze pozwolimy się rozmaitym naciągaczom robić  w przysłowiowe, „bambuko”?

Przecież, jak mówi Słowo Boże:

(2 Tm 7,1)  Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia.

A w naszym życiu katolika chodzi przecież przede wszystkim o to, żeby opierając się na zmyśle wiary, darach Ducha Świętego i nauczaniu Kościoła:

(Ef 4,14)  , abyśmy już nie byli dziećmi, którymi miotają fale i porusza każdy powiew nauki, na skutek oszustwa ze strony ludzi i przebiegłości w sprowadzaniu na manowce fałszu”. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Pobierz!

    _newsletter
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE