O szufladkach, formacji zakonnej i Freudzie

On 24 października 2013 by Katarzyna Papiernik

      szuf-pp-20Z moich obserwacji w konfesjonale (mam niejakie doświadczenie po 20-letniej praktyce spowiadania się raz na dwa tygodnie w Polsce i poza granicami), wynika, że ojcowie duchowi w seminarium są nad wyraz zpsychologizowani. Może się mylę? Chyba jednak nie, bo również księża młodszego pokolenia są nafaszerowani psychologią jak indyki wielkanocne.

Tak, czy inaczej wśród osób zajmujących się formacją pewne freudowskie archetypy funkcjonują w sposób tak silny, że stają się zasadniczo nieodłączną częścią światopoglądu, którego naruszenie mogłoby skutkować poważnym kryzysem zakonnym…

Czy ktoś we współczesnym Kościele wątpi w istnienie podświadomości, nie wyszukuje u swojego współbrata, współsiostry zakłamania, polegającego na ukrywaniu niektórych potrzeb wynikającego z ciężkiego dzieciństwa?

Któż w kościele współczesnym nie zna pojęcia mechanizmy obronne, a urazami z dzieciństwa nie tłumaczy wszystkich problemów w konfesjonale?

Czy jest taki śmiałek, który odważy się powiedzieć GŁOŚNO, że nie wie, co to znaczy „ucieczka od życia”? Co tak naprawdę stoi za tymi sloganami?

Zadaniem każdego formatora jest wybadanie czystości intencji osoby ubiegającej się o możliwość rozpoczęcia życia zakonnego w danej instytucji, oraz sprawdzenie, czy przypadkiem nie kieruje nim, „ucieczka od życia”. Dawniej była to ucieczka od biedy na rzecz spokojnego życia w niezłym standarcie. Zakony broniły się przed tym warunkiem wstępnym wniesienia posagu, pozwalającego równocześnie na rozwój danej instytucji.

Istnieje również coś takiego jak „lęk przed miłością”, kobiety, które miały zaburzoną relację z ojcem (czyli 80% współczesnych nastolatek), mogą obawiać się podświadomie agresji ze strony partnera i przykładowo „uciekać” do zakonu, uciekać, czyli zmuszać się do postaw, czy zachowań, które nie pozwalają im na pełny rozwój osobowy, można w ten sposób uciekać przed decyzją o małżeństwie, albo „uciekać” w relacje homoseksualne. Ucieczka przed życiem, oznaczałaby więc lęk przed koniecznością podejmowania samodzielnych decyzji.

Zgodnie z teorią Freuda mechanizm ucieczki wypływa z tego, że niektóre zbyt traumatyczne doświadczenia naszego życia wypieramy ze świadomości, po prostu je „zapominając”, przez co negatywne emocje towarzyszące temu wydarzeniu przejmują kontrolę nad naszym zachowaniem i podejmujemy decyzje w sposób całkowicie niszczący, a jedynym sposobem do ustabilizowania naszego życia emocjonalnego jest wydobycie z nieśwadomości tych wspomnień, oraz pozwolenie na to, żeby negatywne emocje towarzyszące temu wydarzeniu zostały uwolnione.

No cóż, formatorzy nafaszerowani tego rodzaju wiedzą na każdego człowieka dużego i małego patrzą przez pryzmat poukrywanych zranień a także mają czujniki poziomu neurotyczności jak różdżkaże swoje różdżki zawsze w pogotowiu. A jak przystępują do akcji ratunkowej, to najpierw zaczynają od wydobywania historii dzieciństwa (sama taka byłam wczasach ogólniaka, ale jednak wyrosłam).

Kolejny slogan , to tak zwane „zakłamanie”.

Jakaś dominująca w podświadomości emocja, np. lęk przed miłością, zniekształca poznanie do tego stopnia, że delikwent źle interpretuje swoje zachowania i np. bojąc się osądu otoczenia przypisuje swoim czynom bardzo pozytywne intencje. Te mechanizmy szczególnie szybko wyzwalają się w instytucjach restrykcyjnych, jakimi są postulaty, nowicjaty czy junioraty zakonne.

I tak poruszamy się w świecie niewielkiej ilości szufladek, w których umieszczamy kolejnych naszych znajomych lub podopiecznych, jedne są podpisane ucieczka od życia, inne zakłamanie, inne wreszcie człowiek doskonale zintegrowany.

Właśnie dlatego lubimy Freuda, za porządkowanie okrutnie skomplikowanej rzeczywistości świata relacji i uczuć. Upraszczamy, szufladkujemy i pozbywamy się niepotrzebnego niepokoju i napięcia płynącego z wielowarstowego spojrzenia na człowieka , konieczności odkrywania go każdego dnia na nowo i niemożliwości zgłębienia i spenetrowania jego wnętrza, a tym samym zawładnięcia nim i zdominowania go.

Tym samym celem rozwoju duchowego przestaje być zjednoczenie z Bogiem, a zaczyna być uwalnianie zranień i równowaga emocjonalna, sama w sobie jako droga i jej spełnienie. Człowiek duchowy, to człowiek zintegrowany, a każdy formator jest szczęśliwy, kiedy takiego człowieka zintegrowanego może światu przy okazji ślubów przedstawić, a już mniej szczęśliwy, kiedy nie wszystkie negatywne emocje z czasów dzieciństwa, aż do tego wzniosłego momentu ujrzały światło dzienne. Być może odrobinę upraszczam i przejaskrawiam, poniekąd specjalnie…

Są jeszcze inne ważne elementy formacji zakonnej, takie jak możliwość zafunkcjonowania kandydata w realii gąszczu przepisów, które każdorazowo taka instytucja za sobą niesie, a także OBOWIĄZEK karności i niewystawania zbytnią dozą kreatywności i indywidualizmu.

Bez tego przecież ten kolos o glinianych nogach nie przetrwa. Im więcej przekrętów, tym większa konieczność wprowadzania rozmaitych form przymusu i zastraszania, im bardziej to nie Duch Święty porusza wszystkich, tym bardziej trzeba tego ducha rzeczywistej wolności zabijać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Pobierz!

    _newsletter
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE