O mnie słów kilka (o niekompetencji pewnego psychologa)

On 11 kwietnia 2013 by Katarzyna Papiernik

Dobrze, to teraz napiszę do profesjonalistów i ocenicie sami, czy psychologa, albo jakiejkolwiek innej pomocy do rozwiązania moich problemów rodzinnych potrzebowałam…Pewien psycholog miał objawienie, że jestem zakłamana. Był świeżo po porażce, bo mojej współnowicjuszce wystawił pozytywną opinię psychologiczną przed wstąpieniem do karmelu, a ona wystąpiła i życie pokazało, że nie była dojrzała do tego kroku. Miał pewność, że jestem zakłamana, z „objawienia”, więc zaczął szukać. Dotarł do mojej rodziny i nieakceptującej mojego powołania mamy. Mama opowiedziała mu, że zawsze byłam dzieckiem trudnym, to znaczy wulkanicznym (mój bratanek teraz taki jest), mama sobie pomimo bardzo dużego zaangażowania nie radziła, ponadto przeżywała symbiotyczną relację ze swoją matką i tą relację przerzuciła na mnie. Nawet kiedyś powiedziała mi, że myślała, że będę jej matką… Jako nastolatka trafiłam do oazy, co przerwało bardzo silną i bliską relację z moją matką – weszłam w nowy świat, świat nowych relacji i przeżyć, a że wpadłam w relację z Bogiem bez opamiętania i zachowywałam się jak każda nastolatka, która zakocha się bez pamięci, to już inna sprawa. Mama nie miała wstępu do tego świata,chociaż z nią o tym rozmawiałam, to ona tego nie rozumiała, a ja jak każdy nawrócony świeżo oazowicz, nawracałam cały świat i potępiałam wszystkich, którzy nie myślą tak jak ja no i mamie też trochę przy okazji się oberwało…Księża oazowi mówią, że to normalna faza rozwoju duchowego, z której oczywiście się wyrasta. Mama próbowała mi tej oazy zabraniać, tata był bardziej dla mnie łaskawy w tej kwestii, był też bardzo pobożny. Ja otrzymywałam bardzo dużo, w tym, jak sądzę również ekstazy, co wprawiało moich rodziców w duże zaniepokojenie, wreszcie potraktowali to jako zagrożenie dla ich długo konstruowanego spokoju rodzinnego i postanowili mi to z głowy wybić. Szantażami emocjonalnymi, „zabrałaś nasze szczęście”, awanturami, nieustannymi naciskami (które zresztą do dziś się nie skończyły). Można powiedzieć prześladowania za wiarę… Nie było w tym żadnej mojej winy moralnej, ani niedojrzałości, wręcz odwrotnie, świadczyło to o tym, że przechodzę przez określanie swojej tożsamości i swojego systemu wartości w sposób poprawny, w niezależności emocjonalnej od rodziców. Wspomnę tylko, że kurs na Boga (JPII mówił o tym opcja fundamentalna), nie był tylko chwilowym zauroczeniem, zaowocował studiami teologicznymi, a kolejnym krokiem były dwa lata w karmelu (nie był to więc krótkotrwały zryw emocjonalny).

Kiedy wróciłam z Karmelu rodzice na nowo podjęli działania, które miały na celu zapobieganie mojemu ewentualnemu powrotowi, bo wiedzieli doskonale, że mnie ciągnie, i że będę próbowała wrócić, wiedzieli, że to jest moje powołanie, ale chcieli dla swojego spokoju, żebym go nie realizowała. Kiedy więc pojawił się psycholog, stał się naturalnym sprzymierzeńcem, on miał swoje cele, a rodzina swoje, obie strony chciały mnie zatrzymać, Więc rodzina powiedziała mu to, co chciał usłyszeć, a głupi nie są i wiedzą jak się takie rzeczy robi, a on usłyszał, to co chciał usłyszeć. Rodzice oskarżali kapłanów o to, że mnie zmanipulowali, moich kolejnych kierowników, którzy mieli na mnie większy wpływ niż oni sami, co ich bardzo niepokoiło. Nie wiedzieli tego, że jestem bardzo niezależna, bo mnie nie znali, znali tylko tą nastolatkę, z którą stracili kontakt. Po wyjeździe na studia (KUL Lublin) wstąpiłam do karmelu, i w zasadzie nie wchodzili w mój świat, kontaktowaliśmy się na ich płaszczyźnie. Na tej podstawie psycholog uznał, że łatwo mną manipulować, a więc warto we mnie inwestować swoje zabiegi…. Ja doskonale rozróżniam pomiędzy posłuszeństwem nadprzyrodzonym, a uległością, czy zależnością psychologiczną. a potrafiłam być naprawdę posłuszna, dlatego właśnie tak szukałam kapłana, który mi pomoże. Doświadczałam na modlitwie różnych rzeczy, których bardzo się bałam, bałam się tego, że są od złego ducha. Kapłan w moim przeświadczeniu jest niezbędny do prowadzenia bezpiecznego życia duchowego, bo tak to ustanowił Jezus. Kapłan jest jak pisze JPII , szafarzem tajemnic, który oddaje Bogu swoje człowieczeństwo, żeby ten mógł działać in persona Christi, niejako w jego zastępstwie. To sprawia, że jeśli jest jakaś łaska albo inicjatywa z Jego natchnienia, zawsze podeśle jakiegoś Kapłana, albo Biskupa, który to potwierdzi w Jego imieniu, bez względu na to jak wielkie problemy byłyby po drodze.

Otrzymywałam na modlitwie łaski, których się bałam, bałam się bardzo tego, że są od złego ducha i że się pogubię. Dlatego miałam taki zwyczaj, że jak dostałam jakąś większą łaskę, to na miejscu szukałam kapłana i prosiłam go o rozeznanie, wierząc, że jak Bóg przez tego kapłana potwierdzi, że to jest od Boga, to będę bezpieczna, że wtedy zły mi nie namiesza. Dlatego też spisałam to w końcu dla o. J. K., żeby wiedział, co się do tej pory w moim życiu wydarzyło, żeby mógł mnie poprowadzić DROGĄ BEZPIECZNĄ. Przy czym muszę powiedzieć, jaka jest różnica pomiędzy psychologiem a księdzem. Ksiądz nigdy nie nakaże: zrób to albo zrób tamto, jak ktoś ma wątpliwości to może wskazać jakąś drogę, a psycholog w ramach terapii żąda absolutnej uległości. (No chyba, ze jest akurat dyrektorem instytucji w której pracujesz). Ja tego faktu nie zaakceptowałam, dlatego odeszłam. Kapłan, kierownik duchowy nie jest od podejmowani za penitenta życiowych decyzji, tylko od rozstrzygania niuansów duchowych, od tego, żeby duszy wyznaczać kierunek duchowy, żeby pomóc w chwili kryzysu. Dlatego szukałam kierownika duchowego tak długo, aż znalazłam takiego, który mnie zrozumiał. Ja miałam szczęście do kapłanów, albo to były jeszcze dobre czasy, albo ja trafiałam na naprawdę świętych, nie miałam jakichś niedwuznacznych sytuacji, jak teraz na tej pustyni lodowej. Nigdy nie patrzyłam na świat oczami takiego zezwięrzęcenia jakim ostatecznie poczęstował mnie ten niby mistyk – psycholog (ja tam w jego myśleniu tej mistyki nie widzę kompletnie). Nawet nie domyślałam się, że taki świat w ogóle istnieje…

W związku z takim, a nie innym sposobem wychowania, pomimo tego, że Bóg bardzo mnie przemienił, miałam jeszcze skłonność do tego, żeby nie wierzyć we własne siły. I to najprawdopodobniej było powodem, że Bóg odebrał mi wszystkich kierowników, którzy od tej pory zaczęli mi szkodzić. Zostałam sama. Zaczęły się prześladowania, wszyscy wokół nagle postanowili wydać mnie za mąż. Właśnie kapłani zaczęli mnie najbardziej atakować, nie wiem dlaczego. Tacy, którzy mnie nie znali. Aż w końcu pojechałam do Rzymu do moich byłych kierowników , o. Alberta Wacha definitora generalnego karmelitów bosych i Karola Kraja odpowiedzialnego za formację mniszek OCD na całym świecie. I o. Karol powiedział mi podczas rozmowy, chyba już czas, żebyś poszła samodzielnie. Poprosiłam go o zgodę na noszenie obrączki, powiedział tylko kup srebrną, bo inna szybko zardzewieje (znał moje zamiłowanie do ubóstwa). Kupiłam po przyjeździe do Polski, w centrum handlowym chyba w Krakowie, pewnie za około 30 zł. Jak już dostanę konsekrację, to kupię dwie złote, a jedną oddam jako wotum na Jasną Górę.

Stan mojej psychiki na dzień dzisiejszy wynika z pewnej toksycznej relacji, a szerzej patrząc z faktu, że Bóg dopuścił w moim życiu nadzwyczajne działania demona, polegające na tym, że dopuścił, że różni ludzie zaczęli mnie niszczyć magią, w celu podporządkowania swoim celom. Każdy egzorcysta wie, że osoba podlegająca opresjom, jest niszczona przede wszystkim w sferze psychicznej. Celem ataków szatana jest rozbicie psychiczne, co czasami prowadzi do samobójstwa. I w takim przypadku tysiące psychotropów i terapii nie pomoże, dopóki sytuacja nie zostanie przewalczona na płaszczyźnie duchowej. Wszystkie problemy, które miałam z sakramentami, wynikały z faktu, że byłam duchowo i psychicznie niszczona od pewnego momentu, w tym przez siostry masonki. Wszyscy doskonale wiedzą, że przy moim poprzednim pobycie tu gdzie jestem teraz, funkcjonowałam zupełnie inaczej…

Ostatnia kwestia, katastrofy Smoleńskiej i tego, co ona zmieniła w moim życiu. Całe życie, odkąd się nawróciłam, czekałam na coś, co się w moim życiu wydarzy. Pierwszym takim poważnym zwrotem w moim życiu była decyzja o działalności gospodarczej. Wbrew pozorom, to dość poważnie kłóci się z życiem kontemplacyjnym. Wiele z tej decyzji wyniknęło, bo dzięki niej nauczyłam się e-marketingu…. Kolejny krok to była katastrofa Smoleńska. Nie, nie miałam żadnego objawienia, wezwania do podjęcia konkretnego działania, tylko zaraz po tym wszystko potoczyło sie samo. Niedługo potem napisałam pierwszy list do generała, (dwa dni o to, ze sobą walczyłam). Zresztą fakt, że napisałam właśnie do generała…potwierdza moje przywiązanie do posłuszeństwa w duchu wiary. Wierzyłam głęboko w to, że jeżeli to jest od Boga, to zostanie zaakceptowane. I zostało potraktowane poważnie. Nie wiem jak to się stało, że zaczęłam interesować się polityką a potem po troszę w nią ingerować.

Nie pamiętam, ale stało się. Preferuję rozeznawanie całościowe , to znaczy na wszystkich płaszczyznach wszystko musi się zgadzać, a im więcej faktów potwierdza to tym lepiej. Wtedy droga jest bezpieczniejsza. A w tej sytuacji, w której jestem sprawa jest oczywista. Gdybym zostawiła to , co się do tej pory wydarzyło i próbowała wrócić na przykład do karmelu, to bym po prostu była nieodpowiedzialna. Nie po to, przez tyle lat, wbrew swojemu kontemplacyjnemu powołaniu uczyłam się rzeczy, które jak się okazuje teraz po prostu były Bogu do czegoś potrzebne. Nie po to odeszłam z Karmelu, żeby teraz do niego wracać. Z kilku powodów, po pierwsze dlatego, że jestem za stara (górna granica wieku 35 ja mam 40). 2. za dużo przeszłam 3. wciąż mam problemy o charakterze opresyjnym 4. rozumiem, że Izraelici 40 lat po pustyni kręcili się w kółko, ale skoro ja już kilka lat poświęciłam na to, żeby nauczyć się życia świeckiego i komunikacji z ludźmi z tego świata, a także ubioru i makijażu, to nie po to, żeby się teraz tego oduczać, 5. wygląda na to, że jednak moja dezercja może pokrzyżować plany jakie miał względem mnie Bóg 6. skoro wytrzymałam już tak długo w tak extremalnych warunkach, to może jest to znakiem, że Bóg jest jednak przy mnie, a to znaczy, że mnie do tego powołał, 7. nie wrócę do karmelu, bo tam już mi zniszczył relacje pewien psycholog swoimi fantasmagoriami, 8. Skoro tyle znaków zdroworozsądkowych na ziemi wskazuje, że powinna zostać, a duchowo jest to dla mnie oczywiste, to powinnam zostać.

Znałam pewnego kierownika duchowego, tego, który naprawdę mnie rozumiał jako jedyny, przynajmniej do pewnego momentu, który przeżywał cały czas swojego zakonnego życia rozdarcie pomiędzy pustynią kamedulską a posługą czynna konkretnie posługę kierownictwa duchowego i rekolekcji siostrom zakonnym. Miał dwa epizody kamedulskie w swoim życiu zakonnym, a był jezuitą. Był, bo już nie żyje. Być może, a na to wygląda, moje życie ma też być połączeniem tych dwóch światów, kontemplacji i posługi czynnej. W pewnym momencie swojego życia zaczęłam doświadczać tego, że idę w tych dwóch kierunkach równocześnie. I chociaż wydawałoby się , że są przeciwstawne, to jednak one się we mnie zaczęły rozwijać pomimo tego. Może kiedyś wrócę do życia pustelniczego, a na pewno nie w tym momencie. jeszcze nie czas.

Mój konflikt z ciocią wynikał z prostego faktu, że przeprowadziłam w jje rodzinie interwencję związaną z narkomanią jej syna, a mojego chrześniaka. Zrobiłam to dość zdecydowanie, bo niestety w takich sytuacjach trzeba działać w sposób zdecydowany. Osoby współuzależnione od narkomanii członka rodziny tak samo wypierają problem jak on i doprowadzenie ich do konfrontacji z prawdą jest bolesne, ale konieczne do uratowania życia dzieciakowi. Wszystko się udało, trochę bolało, a ciocia, jak mniemam, pozostała z poczuciem krzywdy a może i trochę pragnieniem zemsty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Pobierz!

    _newsletter
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE