Efekt placebo w terapii według dra Tomasza Witkowskiego (o nie-skuteczności terapii)

On 4 grudnia 2015 by Katarzyna Papiernik

placeboCytuję książkę: Zakazana psychologia t. 2″, s. 239.  Początek cytatu (żeby nie było, że to ja sobie wymyślam i  że jestem przewrażliwona). „Pisząc w pierwszym tomie „Zakazanej psychologii” o psychoterapii, sporo miejsca poświęciłem na analizę wykorzystywania przez zwolenników terapii efektu placebo, zmiennej czasu oraz naturalnej tendencji organizmu do odzyskiwania równowagi jako argumentu na rzecz skuteczności terapii. W przypadku terapii dzieci podobną rolę odgrywają naturalne w młodym wieku procesy rozwojowe.

Bez względu na to, jak mały pacjent został zdiagnozowany, czy jako dziecko z zespołem Downa, czy jako autystyczne, niepełnosprawne umysłowo czy jakkolwiek inaczej, jeśli tylko nie jest ofiarą ciężkiego wypadku (lub zatrucia chemicznego) prowadzącego do stanu komy, zawsze będzie się rozwijać. To immanentna cecha osobowa organizmu młodych osobników homo sapiens. Każde dziecko będzie czyniło postępy, a nasz umysł będzie odpowiednio do sytuacji te postępy interpretował. Jeśli nastąpi naturalny biologiczny rozwój w czasie, kiedy poświęcaliśmy po kilka godzin dziennie na morderczą pracę z dzieckiem, bo tak uroiło się w głowie jakiegoś szarlatana .

Gdybym był wystarczająco cyniczny, aby przeprowadzić podobny experyment, wymyśliłbym i zacząłbym stosować dowolnie absurdalną terapię dzieci i jestem przekonany, że miałbym pozytywne rezultaty  i zyskał wiernych wyznawców. Wiem jednak, że byłaby to zasługa niezwykłej i potężnej siły zapisanej w naszych genach, siły rozwoju, która działa bez względu na to, jak ogromne szkody stanowi postawi się na jej drodze. To główny powód, dla którego dzieci maltretowane ćwiczeniami w systemie Domana – Delcato, więzione  w klatkach według zaleceń teorii więzi albo kręcące codziennie bezsensowne w powietrzu zgodnie  zaleceniami mistrzów ajurwedy mimo wszystko się rozwijają.

Tyle, że jest to rozwój wbrew (terapii), a nie dzięki (terapii). Gdyby te dzieci spędzały czas ze swoimi dziadkami, chodziły na ryby z cierpliwym ojcem, towarzyszyły wymagającej matce w codziennych zajęciach, uczestniczyły w zabawach rozumiejącego rodzeństwa, efekt mógłby być jeszcze bardziej zdumiewający.  Tylko wtedy nie dałoby się tego nazwać opłata i nie dałoby się pobierać za to opłat: szanse na granty i ordery też byłyby mniejsze, a przecież to miło z dumą nadstawić pierś pod odznaczenie, nic, to że w rzeczywistości należne naturze… 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Pobierz!

    _newsletter
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE